Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Głos usłyszany podczas snu
#1
To opis snu mojego kolegi Mruga2
Na początku miałem świadomy sen. Wszystko pięknie ładnie, potem doszło do jakiegoś oderwania jakbym się obudził..
Miałem na sobie ubrania, byłem w swoim domu, czułem się normalnie. Wyszedłem na pole i spojrzałem w niebo, było szare, bez słońca, nad drzewami obok domu były burzowe czarne chmury..Wtedy uderzył mnie wiatr, nie mogłem utrzymać się na nogach, wiał na mnie, a ja zataczałem się pod jego mocą próbując wrócić do domu. Wiatr jak niewidzialna ręka docisnął mnie do ziemi, leżałem na plecach i nie mogłem się poruszyć. Zobaczyłem że to działa tak tylko na mnie, drzewa zaledwie delikatnie kołysały się pod jego wpływem..Podmuch przeciągnął mnie na plecach na środek podwórka, mogłem poruszać tylko głową. Spojrzałem w ciemne pochmurne niebo i usłyszałem męski, mocny głos który wydobywał się znikąd..
"Boskie plany wymagają poświęceń"
obudziłem się i dopiero po kilku minutach spostrzegłem się że leże na plecach a nie jak zwykle na brzuchu..
a ten głos.. był taki pradawny i wypowiedział te słowa bez nuty, tak matowo, bez wyrazu..
Co o nim myślicie?
Odpowiedz
#2
Wydaje mi się, że jest tutaj wyraźne wskazanie na problemy, które pojawią się nagle i niezwykle ciężko będzie się z nimi uporać.
"Boskie plany wymagają poświęceń" - może wskazywać na rodzaj problemu, problemy natury religijnej?

Tak jak pierwsza część snu wskazuje bardzo jednoznacznie na problemy tak też zakończenie jest zagadkowe i tajemnicze.
Inkwizycję czas zacząć!
Odpowiedz
#3
Sny często można interpretować, lecz mogą mieć tyle znaczeń że każdy by się pogubił. Wiadomo że wszystko mniej wiecej wygląda tak samo.. poszukaj sobie w senniku.
Odpowiedz
 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Czym jest ParaMythology?

ParaMythology.PL jest stroną zrzeszającą wszystkich miłośników zjawisk nadprzyrodzonych, ezoteryki i wierzeń. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie i będzie mógł podyskutować na tematy dziwne i trudne.