Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pochówek zmarłego, a duchy
#1
Drodzy użytkownicy, trochę się znowu uaktywnię Uśmiech. W tym wątku chcę poruszyć kwestię pochowków zmarłego. Czy forma pochówku ma znaczenie na ducha zmarłego? Czy forma śmierci ma wpływ na możliwość kontaktu z duchem? I kilka mniejszych pytań. Ale zacznijmy po kolei.
Czy forma śmierci ma znaczenie? Ma znaczenie. Tak samo jak charakter zmarłego. Wywołanie ducha osoby, która znaliśmy, dla przykładu weźmiemy babcię ma wpływ. Duch może odpowiedzieć na więcej pytań, gdyż wie komu odpowiada, czy można tej osobie zaufać itp. Charakter ma też duże znaczenie. osoby dobre za życia, raczej będą życzliwie odpowiadały, nie będą często próbować zostań w "tym świecie". oczywiście osoby złe, również mogą odpowiadać, jednak niejednokrotnie takie dusze wprowadzają w błąd. Wiemy już jak wpływa wybór osoby. Jednak nie to jest celem tego wątku a pochówek. Myślimy często, że zmarłym jest obojętny sposób w jaki złożymy ich ciało. Błąd i to poważny. Podzielmy najpierw dusze na dwie kategorie. Pochowani i niepochowani. Zacznijmy od tych drugich. Jeśli takie osoby są niepochowane, oznacza to, iż grobu nie posiadają. Rzadko chcą pomagać, znacznie częściej proszą o pomoc, o powiadomienie bliskich o ich zwłokach. Problemem jest to, iż często są nieskore do pomocy. Rzadko też są to ludzie dawno zmarli. Najczęściej to osoby świeżo zmarłe. Ofiary morderców, wypadków, np. utopienia się w ustronnych, odosobnionych miejscach, samobójcy żyjący samotnie itp. Bierzemy teraz osoby pochowane znowu dzielimy na dwie kategorie pochowani z danymi osobowymi prawdziwymi i drudzy czyli mogiły masowe, NN-ki, osoby o fałszywych danych. Znowu zaczynamy od drugich. Zazwyczaj pragną tego samego co Ci pierwsi. Są jednak bardziej "rozmowni". Taki suchar Mruga2. Trudno się z nimi negocjuje odejście, bo jednak maja bardziej określone wymagania, niejednokrotnie, to takie dusze nawiedzają, i to najczęściej. Dlatego zawsze to powtarzam, jak ktoś duchów nie chce mieć to trzeba unikać przy zakupie działki bądź mieszkania, cmentarzy, mogił masowych, np. po epidemii cholery w moim mieście (Płocku) jest dzielnica (nieoficjalna, ale jest..) Cholerka, tam znajdowały się masowe mogiły zmarłych zarażonych, ale chowano wszystkich dla pewności, poza tym było taniej. Często w małych miejscowościach, w obrzędzie nie towarzyszył duchowny. I tu powstaje problem, te duchy nie zostały odpowiednio namaszczone podczas wkładania do grobu. Ich pogrzeb i złożenie ciała, nie jest "pełne". Zabrakło tego elementu. Inną kwestia jest to, iż często chowano w masowych wiele ludzi różnych wyznań. Należy pamiętać, iż każdego zmarłego najlepiej jeśli odprowadza duchowny jego religii. Nawet jeśli są to religie tak bliskie, jak prawosławie i katolicyzmy. Niby podobne, a jednak różnice. Często obecność najbliższych podczas pochówku dobrze wpływa na komfort duszy nieboszczyka. Uznajmy, iż mamy to zaliczone. Wracamy do pierwszych - pochowani pod swoim imieniem prawdziwym. Tu dzielimy na tych, którzy zostali pochowani w 100% poprawnie, i tych podczas ceremonii pogrzebowej doszło do błędu. Te duchy są najpomocniejsze i je radzę wzywać, dlatego upewnijmy się. Nie wzywajmy pani Tereski, która leży dwa groby od grobu naszej babci. Lepiej wezwać babcię. Nigdy nie mamy pewności czy to na pewno pani Tereska zmarła, np. w 1943r. to na pewno ona, a nie jej sąsiadka, która również została rozstrzelana podczas łapanki. Dlatego najlepiej być pewnym kogo wzywamy bądź z kim mamy do czynienia. Lepiej znać też fakt gdzie pochowano zmarłego, w jakich okolicznościach i przede wszystkim : JAK?
Mam nadzieję, iż ten wywód, przyniesie jakieś korzyści, stanie się wskazówką dla tych, którzy rozpoczynają przygody z duchami i pamiętajmy duchy nas otaczają, ale lepiej, żadnemu z nich nie wchodzić w drogę Mruga2. Pozdrawiam i żegnam się z wami.
Król Pierogów, trefniś na dworze Cesarzowej Gron : ] Zazwyczaj udaje debila, raz płaczę, raz się śmieję. Nigdy nie odgadniesz kim teraz jestem. Jestem pierogiem o wielu twarzach ; ] Anioł
Odpowiedz
#2
Pomijając Dysputę na temat istnienia duchów Happy Przejdę do rzeczy: więc łatwiej jest wywoływać kochaną babcie? To co usłyszysz nie zawsze będzie dla ciebie do wytrzymania. A poza tym nie wiadomo, jak ty, lub ona zareagujecie na owe spotkanie. Może to prowadzić do komplikacji typu: ale ja nie chce odchodzić i tak dalej :F Lepiej Daj im wszystkim święty spokój <taki suchar> :F
Forma śmierci ma znaczenie Happy Jeżeli to jest nagła śmierć, to po krótszym okresie nie wywołasz takiego ducha (chyba że będzie miał jakiś problem). Ofiary morderstw, samobójcy i takie tam, zwykle są strasznie niemili (jeżeli można tak to określić), ponieważ większość uczuć sprzed śmierci towarzyszy im po wsze czasy. Jak dla mnie najłatwiej jest wzywać wojskowych którzy nieumarli na wojnie :F
†aequam servare mentem †
Odpowiedz
#3
Zaczynając od pierwszej części twojego posta, to duchy, tak jak UFO rzecz kontrowersyjna, jedni wierzą drudzy nie. Wiesz co, pierwszy raz słyszę o takich sytuacji: "ale ja nie chcę odchodzić" bądź "nie odchodź". Zaakceptowanie śmierci kogoś przez bliskich, jest warunkiem jego spokojnego pobytu na tamtym świecie. Więc to drugie raczej odpada. Poza tym łatwiej wytłumaczyć komuś, kto był Ci bliski, że nie żyje i nie może zostać, niż obcemu Mruga2
Z tymi wojskowymi raczej bym uważał. Wielu z nich stacza się po wojnie i żyje nieszczęśliwie, poza takimi, którzy służą w wojsku normalnie, zawodowo. Należy dodać, że widzieli oni okropności, gdyż każda wojna takie ze sobą niesie. Nie upieram się, że musicie koniecznie wywoływać babcię. Nie - to może być i dalsza rodzina (ale też przyjaciele, sąsiedzi, i inni). Należy pamiętać byśmy mieli pewność, kogo przywołujemy, i czy jego przywołanie będzie bezpieczniejsze od przywołania kogoś obcego. Mam nadzieję, iż wątek jest przydatny, a odpowiedź na twój post bardziej sklarowała sytuację Uśmiech Pozdrawiam
Król Pierogów, trefniś na dworze Cesarzowej Gron : ] Zazwyczaj udaje debila, raz płaczę, raz się śmieję. Nigdy nie odgadniesz kim teraz jestem. Jestem pierogiem o wielu twarzach ; ] Anioł
Odpowiedz
#4
To tak gwoli co dzieje się z duszą po śmierci:

Fulla Horak – polska mistyczka

O RZECZACH OSTATECZNYCH


Wszystko, co wiem od moich św. Opiekunów o życiu przyszłym, zostało mi podane w formie jasnej i zrozumiałej, przetłumaczonej niejako na nasze ciasne, ludzkie pojęcia. Wiem jednak od Nich, że wszystko co się dzieje w świecie Ducha dzieje się jakoś inaczej, szerzej, pełniej, nieuchwytnie i dlatego — takim, jaki jest — nie może się w ludzkim umyśle pomieścić.

Tak, jak nie można opisać uczucia, woni, czy koloru tak nie podobna opowiedzieć człowiekowi stanów wyzwolonej z materii duszy inaczej, jak przez pewne podobieństwa, zaczerpnięte z podpadających mu pod zmysły wyobrażeń.

Zatem to, co wiem i powiem o stanach duszy i o życiu przyszłym, jest niejako przetransportowaniem wszystkiego co niepojęte, na nieporadną ciasnotę naszych wyobrażeń i słów.

ŚMIERĆ


W chwili kiedy dusza rozstaje się z ciałem, człowiek — choćby był nieprzytomny, choćby śmierć nastąpiła momentalnie, czy we śnie — ma błysk chwili, na ułamek sekundy, ma świadomość własnej śmierci.

I choćby był na tę śmierć przygotowany, choćby jej pragnął i nie lękał się jej przedtem, w tym jednym, rozstrzygającym momencie, uczuje z niczym nieporównaną grozę.

Bezpośrednio po śmierci staje dusza przed Sądem Najwyższej Sprawiedliwości. Skończyło się bowiem niewyczerpane dotąd Boże Miłosierdzie. Kto przekroczy granicę życia, staje wobec Jego Sprawiedliwości — samotny, nagi i czeka słusznego wyroku.

Do chwili pogrzebu dusza nie oddala się jeszcze od ziemi. Są to ostatnie chwile przed podjęciem kary, czy nagrody, kiedy jej wolno jeszcze niewidzialnie krążyć wśród ludzi.

Pod słowami “do chwili pogrzebu" rozumie się ten okres czasu, jaki wedle obrządku, rytuału czy zwyczaju ma dzielić śmierć od pogrzebania ciała. Gdyby katolik np. dzięki jakimś tragicznym okolicznościom, nie został pochowany trzeciego dnia po śmierci, dusza jego po upływie tego czasu i tak oddali się od ziemi.

Dla duszy skazanej na CZYŚCIEC, rodzina ani bliscy nie mają najmniejszego znaczenia, o ile nie można się od nich spodziewać pomocy. A jedyną formą tej pomocy i dowodem miłości czy przyjaźni, jakiego wtedy od ludzi pragnie i na jaki czeka — jest modlitwa,

Nieopisane cierpienia sprawia duszy niemożność powiedzenia ludziom, że ich Izy i smutek nie przynoszą jej żadnej ulgi ani korzyści, że utrudniają tylko to — i tak straszne w swej powadze — przejście i że ich ludzkie cierpienia są niczym wobec mąk, na jakie ją niejako wydają, odmawianiem jej jedynego wsparcia: modlitwy, lub dobrych uczynków.

O! Gdyby ludzie tacy wiedzieli, gdyby pomyśleli, gdyby spróbowali się wczuć w bezradną rozpacz takiej duszy! Być tuż obok swoich najdroższych, błagać ich o pomoc, dobijać się do ich sumienia i serca, wiedzieć, że to ostatnie chwile łączności ze światem urwą się bezpowrotnie, chcieć krzyknąć na odchodnym, jakiego potrzebują ratunku - a widzieć często, jak się ci najbliżsi właśnie oddają - samolubnie własnej boleści, jak zasłuchani we własny ból, pochylają się nad pustym ciałem, z którego jedyny sens się wycofał!

Dlatego też, jeśli dusza straci nadzieję wzbudzenia w najbliższych myśli o modlitwie, szuka gorączkowo nawet wśród obcych, kogoś, kto by jej tego nie odmówił. I gdy znajdzie — jakże umie być wdzięczna za pomoc! Jakże stara się natchnieniami umocnić go w tej intencji! Trwa też przy nim do ostatniej chwili, nie wracając już wcale między swoich, którzy ją zawiedli, zasmucili i ukazali w całej pełni egoizm ziemskich uczuć.

Zazwyczaj na straszną żałość i cierpienie narażona jest jeszcze dusza w czasie pogrzebu. Są to najistotniejsze chwile jej łączności ze światem. I cóż przeważnie widzi? Rodzina rozpacza nad własną rozpaczą a krewni i znajomi, mniej lub bardziej obojętnie kroczą za karawanem, o tym tylko myśląc, jakby się nieznacznie odłączyć od orszaku i zemknąć w najbliższą przecznicę... pozostali, omówiwszy wszystkie towarzyszące danej śmierci wypadki, przechodzą do tematów ogólnych i dobrze, jeśli nie obmawiają złośliwie nieboszczyka i jego rodziny! Nikt tu nie myśli o modlitwie. Nikt nie chce milczenia, czy choćby samego pójścia na cmentarz, by ofiarować świadomie za tę krążącą wśród nich, często zrozpaczoną, przerażoną duszę! Nikt sobie nie uświadamia, że ona wie, słyszy i czuje wszystko, i że cierpi, jak tylko dusza cierpieć może!

Z chwilą pochowania ciała wszelki kontakt duszy z ziemią na razie się urywa i dusza idzie na wyrokiem wyznaczone jej miejsce, od którego zacznie się jej nagroda czy pokuta.

Od pierwszej chwili rozstania się z ciałem, ma dusza druzgocące lub radosne zrozumienie ogromu i potęgi świata do którego weszła, w przeciwstawieniu do nędzy i małości wszystkiego co zostawiła za sobą.

Doznaje też nagłego olśnienia. Oto, to, co dotąd ludzkim umysłem uważała za realne, za istniejące — nie istnieje właśnie wcale. Zaś to wszystko co przeważnie nazywała nierzeczywistym, nierealnym i wymyślonym jest jedyną, nieodmienną, wiekuistą prawdą!

Ponieważ teraz nic już sądu jej nie mąci, z przeraźliwą dokładnością zdaje sobie sprawę z tego — na co zasłużyła. Panująca tu nieodmiennie najdoskonalsza Prawda, ta która na ziemi wydawała się nieraz człowiekowi tak niewygodna, tak daleka, tak trudna — jakże prostą jest obecnie, kiedy już nie ma wyjścia, kiedy nie można od niej celowo — jak to bywało za życia — odwrócić wzroku!

Skazana na Czyściec dusza, zanim straci w pierwszym Kręgu Czyśćca świadomość całokształtu swego życia, długości czekającej ją kary i jakości wiecznej nagrody, przez cały czas od śmierci do pogrzebu wie, że będzie musiała odpokutować wszystkie winy i odrobić wszystkie zaniedbania.

I jakże jest szczęśliwą, że może! Wie już teraz, jak niewspółmiernie lekkim -jest najdłuższe i najbardziej przykre nawet życie w porównaniu do jednej choćby chwili spędzonej w Czyśćcu. Z jakąż radością wróciłaby na ziemię, na nędzę, na poniewierkę, na choroby, na poniżenia — i jakby je teraz umiała pożytecznie znosić! Na ziemi można się każdą chwilą zasługiwać Bogu, można sobie zaskarbiać Jego łaskę i przebaczenie - tu niczego już dla siebie zrobić niepodobna! Dusza stoi wobec Prawdy i ma najgłębsze zrozumienie, że to co ją czeka, jest sprawiedliwym następstwem win i własnych zaniedbań. Za łaskę, za dowód niepojętej dobroci Bożej uważa też to właśnie, że będzie mogła cierpieć.

Jednym, wszystko oganiającym spojrzeniem widzi już teraz swoje zaniedbania, niedociągnięcia, zlekceważenia i nie wyzyskania w sobie dobrych możliwości. Widzi też jasno zysk, który mogła była spożytkowaniem ich osiągnąć. Pomyślmy, jak dręczyłby się człowiek, który by za grosze odsprzedał los, na który potem padłaby główna wygrana! Dusza dręczy się w podobny sposób, tylko o ileż sroższą i straszniejszą krzywdę sobie wyrządziła, pozbawiając się własnowolnie tej jedynej “głównej wygranej", o którą ludziom chodzić powinno.

Widzi także, że każde najlżejsze a podchwycone dobrą wolą drgnienie serca ku dobremu, nie zostało pominięte. Każdy dobry uczynek, najdrobniejsze choćby przezwyciężenie dla Boga skażonej natury, każdy wzlot myślą ku Niemu został jej policzony, potrącony z długu i zapisany na jej dobro.

Dusza po śmierci zachowuje wszelkie duchowe uczucia. Nie ma zmysłów ani ciała, które by mogły odczuwać ból fizyczny. Zostają jej jednak cierpienia moralne. O wrażliwości i rozpiętości tych uczuć człowiek nie może sobie stworzyć najmniejszego pojęcia.

Z chwilą śmierci, z chwilą kiedy oczy ciała zamykają się na zawsze, na zawsze otwierają się już oczy duszy, które nigdy przez całą wieczność nie przestaną widzieć, bez względu na to, czy spojrzenie takie sprawiać będzie duszy radość czy cierpienie.

Człowiek mógł przez cale życie nie zastanawiać się nad sprawami duszy i pozornie nie stanowiło to różnicy w jego sprawach doczesnych. Po śmierci — nie ma już innych spraw nad sprawy ducha! I tak jak ciało chorzało przez najdrobniejszą wadę ustroju, tak dusza po śmierci cierpi za najlżejsze od zakreślonej jej planem Bożym linii, po której iść była powinna.

Podziwia też każdą myślą, każdym drgnieniem czucia Bożą sprawiedliwość i najbardziej srogo nawet cierpiąc, nie buntuje się przeciw jej wyrokom.

Toteż, gdyby się jej nagle przed czasem otworzyła wolna droga do wszelkich radości niebiańskich, sama by ku nim nie poszła, nie czując się ni godną ni gotową.

Człowiek ubogi, niewykształcony, nie ubrany odpowiednio i nie umiejący się zachować, nie wszedłby też dobrowolnie na dworski bal! Choćby się nawet przemknął niezauważony, nie umiałby brać w nim udziału. Tak samo źle czułaby się dusza, gdyby przed oczyszczeniem i przygotowaniem miała wejść do szczęśliwości wiecznej. Nie umiałaby jej po prostu przeżywać. Po tamtej stronie bowiem nie ma tupetu! Nikt nie może i nie chce udawać innego niż jest, nie może i nie chce nadrabiać niczego krętactwem czy formą. Żadne względy nie istnieją. Jest tylko to, co jest. Każda dusza widzi jasno stopień swej doskonałości, a widzi go w świetle Prawdy, której ani zagmatwać, ani odłożyć, ani uniknąć, ani zmylić niepodobna!

Ta Prawda - jest! I nie tylko jest, ale więcej nic nie ma.

CZYŚCIEC

Na ogół zbyt pobieżnie, lekkomyślnie i beztrosko traktuje się sprawę Czyśćca. Ludzie uważają, że ów Czyściec pełen rozżarzonych rusztów, kotłów ze smołą i płomieni, to wymysł dobry dla dzieci i dewotek.

I mają słuszność! Czyściec jest zupełnie inny — i straszniejszy — od wszystkiego, co się da o nim powiedzieć, bez względu na to, czy powie się ruszt, smoła i płomień — czy też duchowa udręka za Bogiem tęskniącej duszy.

Niemniej Czyściec jest. I to jest tak samo naprawdę, a raczej bardziej prawdziwie, niż to wszystko, co tu na ziemi, daje się zmysłami rozpoznać. Jakże więc straszną niespodzianką, jakim zaskoczeniem będzie dla każdego niewierzącego człowieka to wszystko, co duszę jego musi już spotkać po śmierci! Ludzie tak niechętnie zastanawiają się nad tym. A przecież tylko do chwili śmierci można świadomość tę odsuwać. Bezmyślność nie uratuje człowieka przed niczym. Strusie chowanie głowy w piasek jest tu najbezsensowniejszą stratą czasu, który by można spożytkować na skuteczne zapobieganie przyszłym mękom. Po cóż by inaczej zdradził Bóg ludziom tajemnicę istnienia Czyśćca? Gdyby nawet te tak bardzo ogólnikowe powiadomienie o nim, jakie mamy, były człowiekowi dla dobra jego duszy zbyteczne — nie byłby ich Bóg światu udzielał! Skoro ich zaś raz udzielił — zuchwalstwem i głupotą byłoby nie skorzystanie z tej łaski.

żródło i tam znajdziemy opisy kręgów czyśćca.

Ponadto to co dzieje się z duszą po śmierci, pochówek itd. zależy od wierzeń Uśmiech

Wierzenia Słowian

Rodzima wiara Słowian zakłada istnienie duszy zarówno u ludzi jak i u zwierząt. Według językoznawców dusza była u Słowian tchnieniem utożsamianym z oddechem. Zakres pojęciowy prasłowiańskich wyrazów duch i dusza (najprawdopodobniej używanych zamiennie) był wśród Słowian dość szeroki, o stosunkowo zatartych granicach. W świetle analogii antropologicznych wynika, że elementów duchowych według Słowian było w człowieku zapewne więcej niż tylko jeden, a ich losy pośmiertne były różne. Według jednej z popularnych koncepcji wyodrębniano dwie zasadnicze formy składowe ducha: dusze jaźni, myśli (określająca stan własnej świadomości – za jej siedlisko uważano głowę) oraz dusze życia, oddechu (określająca stan siły życiowej – za jej siedlisko uważano serce lub brzuch). Jeden z tych pierwiastków jako iskra boża stanowił reinkarnowany element życia, który po śmierci (poprzez Wyraj Niebiański lub też Drzewo Przodków) powracał na ten świat by się odrodzić, drugi zaś jako cień odsyłany był jak najwcześniej do Nawii, by zjednoczyć się z przodkami. Niezależnie, od wyżej wymienionego podziału, wyodrębniano jeszcze duszę-widmo, żywota, będącą obrazem-kopią człowieka za życia. W odniesieniu do zmarłego nazywana była wprost nieboszczykiem, marą, zmorą lub też cieniem. Rozmieszczona była w całym ciele (a pod pewnymi względami posiadała kilka cech wspólnych, z opisaną wcześniej duszą życia). Po śmierci odlatywała z wiatrem, odchodziła w zaświaty, skąd czasem (co najmniej raz do roku) mogła powracać – owego ducha należało wówczas stosownie ugościć, gdyż mógł on jeść i pić (stąd m.in. zwyczaj obchodzenia Dziadów czy też pozostawiania dla przodków dodatkowego nakrycia podczas większych świąt).

źródło

Niezależnie od tego, jak wyglądał obrzęd pochówku, modlitwa, jest to pożegnanie ze zmarłym i to czego najczęściej on potrzebuje. Modlitwa za jego spokój po Tamtej Stronie. Bywa, że nikt się za zmarłego nie pomodlił, bo nie miał krewnych, lub zwyczajnie przegapił swoją śmierć. W pierwszym przypadku wystarczy modlitwa, w drugim sprawa jest trudniejsza. Myślę, że tutaj możemy mówić o żołnierzach właśnie itp. Niezakończone sprawy też są ważne, inaczej dusza nie dozna spokoju - myślę, że nawet jeśli będzie już po pochówku, to taka niespokojna dusza nie odejdzie i nie zazna spokoju.
The Tarot Reader
Odpowiedz
 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Czym jest ParaMythology?

ParaMythology.PL jest stroną zrzeszającą wszystkich miłośników zjawisk nadprzyrodzonych, ezoteryki i wierzeń. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie i będzie mógł podyskutować na tematy dziwne i trudne.