chevron_left chevron_right
Zaloguj Zarejestruj

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5


filter_list
Zając i Krokodyle
Autor Wiadomość
Marcelo Offline
Arcymistrz

Posty: 687
Dołączył/a: 10 2010
Reputacja: 55
Zając i Krokodyle 20.03.2011, 16:10    #1

Na wysepce przy brzegu wielkiej, szerokiej rzeki mieszkał kiedyś pewien zając. Lubił on bardzo dalekie wędrówki, nic więc dziwnego, że któregoś dnia postanowił udać się na przeciwległy brzeg rzeki.
Ale jakże to zrobić? Mostu żadnego nie widać, nigdzie nawet marnego czółenka. Przepłynąć rzekę? Brr... woda taka mokra i żal futerka! A futerko miał tak piękne i puszyste, że każdy mu go zazdrościł.
Siedzi zając i duma, aż tu naraz woda zaczyna się pienić. Wielkie bałwany podnoszą się w górę. Po chwili wyłazi na brzeg wysepki jakiś olbrzymi potwór. Łeb płaski, paszcza wydłużona i strasznie kłapie zębami, a ogon taki długi, długi... Strach ogarnął zająca. Już chciał uciekać, gdy zauważył, że potwór nawet nie patrzy w jego stronę. Ziewnął tylko potężnie i wyciągnął się na piasku w palących promieniach słońca.
„Ach już wiem! Bierze kąpiel słoneczną" — domyślił się zając, bacznie śledząc każdy ruch straszydła.
I wtedy, całkiem niespodziewanie, przyszło mu coś do głowy.
„Nie będę sobą, jeśli nie skorzystam z odwiedzin tego gościa" — pomyślał i z uciechy fiknął dwa koziołki. Następnie w wesołych podskokach podążył w stronę krokodyla, gdyż to on był właśnie.
Mimo wszystko zając nie bardzo mu ufał, więc zatrzymał się w pewnej odległości i pozdrowił go uprzejmie. Krokodyl odpowiedział osobliwym powitaniem: zmrużył lewe oko i zaczął kręcić ogonem takiego młynka, że dokoła powstała straszna kurzawa.
— Oj... oj... Jaki piękny ogon! — zachwycał się zając, nieznacznie przecierając łapką oczy.
Słowa jego mile połechtały krokodyla, tak że raczył wdać się z nim w rozmowę.
Po pewnym czasie zając zdobył się na odwagę:
— Ty jesteś mieszkańcem rzeki, a ja wysepki. Jestem ogromnie ciekawy, który z nas ma więcej przyjaciół: ty czy ja? — I spojrzał na krokodyla spod oka.
— Ależ nie ma dwóch zdań — zaryczał na to krokodyl. — Oczywiście, że ja mam więcej przyjaciół niż ty.
— A to dlaczego? — spytał niewinnie zając.
— Właśnie choćby dlatego, że ty jesteś mieszkańcem małej wysepki, a do mnie należy wielkie królestwo wodne! — mruknął dumnie krokodyl.
— A czy twoich przyjaciół jest tak wielu, że potrafilibyście wszyscy razem stworzyć długi most od jednego brzegu rzeki aż do drugiego? — wskazał łapką zając.
— Ho!... ho!... ho!... — krokodyl aż zatrząsł się ze śmiechu. — Jest ich o wiele więcej!
— Och, jak bardzo chciałbym poznać twoich przyjaciół! Nigdy jeszcze nie widziałem tylu wspaniałych wielkich zwierząt — westchnął zając.
— A więc dobrze. Uczynię ci tę łaskę
— i krokodyl zniknął pod wodą.
Nie upłynęło wiele czasu, gdy rzeka zaroiła się od potwornych cielsk. Krokodyle duże i małe ustawiały się szeregiem, tworząc długi, długi most. Po chwili wypłynął olbrzymi krokodyl i ryknął:
— Widzisz, jak wielu mam przyjaciół?
— O tak, przyjaciół masz wielu. Tak wielu, że chyba nie podobna ich zliczyć
— odpowiedział chytrze zając.
— Spróbuj policzyć, zaczekamy...
— Jeden, dwa, trzy, cztery!... — wołał głośno zając, zręcznie przeskakując z grzbietu na grzbiet. Biegł coraz dalej i dalej, aż znalazł się na przeciwległym brzegu rzeki. Gdy poczuł pod łapkami twardy grunt, dał wielkiego susa i znikł w pobliskim lesie.

Inkwizycję czas zacząć!


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości